Mrozy mrozu mroźnego.
Prószyło, wiało, było zimno.
Zaprószyło mnie, zawiało, zaziębiłam się.
Uroki minusowej temperatury, nic przyjemnego. Warto by zainwestować w porządne rękawiczki, bo moje, mimo, że jeszcze żyją, to są przeznaczone raczej na plusowe temperatury, o czym przekonałam się dzisiaj w parku Skaryszewskim z Karu i psem 'młoim'. Jeszcze teraz mam wrażenie, że to kawałkami lodu dosyć nieudolnie stukam w klawiaturę. Karat nie wiedzieć kiedy cały się zabłocił, szczerze mówiąc zauważyłam to dopiero w autobusie, kiedy mając go na kolanach zobaczyłam sznaucerzą kufę i łapy z bliska. Widok był dość.. żałosny.
Po powrocie szybko wpakowałam urwisa do wanny, chwyciłam psi szampon dla szczeniaków i pól godziny potem był suchy, lśniąc i wyczesany.
Taki, jak być powinien.
Aktualnie cieszę uszy moje najnowszą płytą Rammsteina "Liebie ist fur alle da". Ave Rammstein! Ave Stein!
simile 12/12/2009 17:43:13 [
komentarzy 0]
Komentuj
I znowu o niczym
No i moi mili Państwo mamy grudzień. Póki co, wcale na ten miesiąc pogoda nie wskazuje. Zimno, to racja, ale deszczowo? Niezbyt. Powinien już padać śnieg, ale co tam, oby w Wigilię prószyło...
Piesu mi podrósł, a właśnie gania po całym domu jak opętany. Niedawno miał egzamin dostał 195 punktów na 200. Jestem z niego dumna. Oby i mi się tak dobrze powiodło na egzaminie gimnazjalnym..
A tak ogólnie, to jest po staremu. Cholera, no.. dużo nauki i tak szaro. Jedynie Stein mym przewodnikiem.
simile 7/12/2009 19:01:56 [
komentarzy 0]
Komentuj
Atlasowy mistrz- teoretyczne najście na opowiadanie by mua.
Atłasowy mistrz.
Dla miasta Malbork nastał nowy dzień. Słońce nieśmiało wynurzyło się na horyzoncie spoza wielkiej, białej, puchatej masy. Była zima, początek grudnia. Z pokoju Wielkiego Mistrza Zakonu Krzyżackiego, Ulricha von Jungingena rozciągał się piękny widok. Poczynając od zamarzniętej fosy, na której ślizgały się dzieci raz po raz wywracając się z piskiem, poprzez okoliczne lasy pokryte kopułą białego puchu oraz pofalowane pola uprawne ze stojącymi jak białe wykałaczki strachami na wróble, kończąc na samym w sobie pięknym horyzoncie, było cudownie. Jedynie całe mrowie wojska i szubienice stojące wzdłuż drogi wjazdowej na zamek z rozkładającymi się i powiewającymi na wietrze trupami psuło ten sielankowy krajobraz. Stojący Ulrich w oknie w białej jak śnieg koronkowej koszuli nocnej przeciągnął się leniwie. Mierzwiąc czarne jak heban włosy na głowie i przeciągle ziewając podreptał do wychodka.
Po spędzeniu tam kilku długich chwil wyszedł, a za nim jeszcze przez jakiś czas ciągnął się charakterystyczny, nieprzyjemny dla nosa zapach. Przechodzący tamtędy rycerz Zakonu Krzyżackiego skrzywił się nieznacznie, a chyląc się ku ziemi zamaskował rozbawienie, które zostało wywołane strojem Wielkiego Mistrza. Już dawno słyszał pogłoski o dość kontrowersyjnych ubiorach von Jungingena. Teraz zobaczył, że to mimo wszystko nie były tylko plotki. Bo przecież koronkowa koszula nocna to dość niespotykana rzecz jak dla samego Wielkiego Mistrza całego Zakonu. Nie jest to tym, co tygryski lubią najbardziej. A szczególnie te wyrośnięte.
Ulrich von Jungingen dostojnie poprawił mankiety zapinane na srebrne guziki i niespiesznie poszedł do garderoby. Z uwielbieniem zanurzył się w bezdenną czeluść tego miejsca. Dał się omotać jego magii. Całe tony jedwabiu, krynoliny i niewiadomo czego jeszcze wisiało zachęcająco na mahoniowych wieszakach. Ulrich z przymkniętymi z rozkoszy powiekami delikatnie przesunął dłonią po krańcach wieszaków. Stroje poruszyły się lekko i zwiewnie cicho pobrzękując i szeleszcząc. Zamaszyście zerwał jeden z nich. Z diabelską wprawą i pasją wypisaną na twarzy przebrał się. Na nogi wsunął długie, ciemne kozaki. Na barczyste ramiona zarzucił biały płaszcz z czarnym krzyżem dopełniając tym samym dostojnego wizerunku Wielkiego Mistrza. Sięgnął po szklaną, pięknie zdobioną buteleczkę. Skropił się perfumami. W końcu trzeba jakoś zamaskować suchy fakt, iż mistrzowska balia pewnego razu pękła z nadmiaru jej używania i Wielki Ulrich nie ma gdzie dbać o higienę, a prosić o kąpiel von Jungingenowi najzwyczajniej w świecie nie wypadało.
Po komnacie rozszedł się słodki zapach. Ulrich łapczywie wciągnął powietrze rozkoszując się swoimi perfumami. Tak, tak może iść do ludzi. Pieczołowicie zamknął ogromne wrota i ruszył ciężkim krokiem na śniadanie. Zszedł po kręconych, wykonanych z najlepszych materiałów schodach; następnie roztaczając dookoła siebie specyficzną woń w mijanych komnatach i korytarzach, dotarł do stołu. Bez słowa stanął przy swoim miejscu, a skinieniem głowy przywitał się z obecnymi Rycerzami Zakonu Krzyżackiego.
Podczas jedzenia Ulrich spostrzegł nową w jego mniemaniu osobę. Nachylił się w stronę Litza siląc się na grzeczność.
-Kim on jest?- znacząco kiwną głową w stronę nowego.- Z prowincji, czy miasta innego?
- To Hans Vogell- odpal niechętnie Litz powoli przeżuwając kurczaka.- Pochodzi z Frankfurtu. W Malborku od wczoraj dopiero przebywa, ale nie wydaje się tym zbyt przejęty. Do nikogo się sam nie odezwie. Widać, nieśmiały. –wyjaśnił, po czym sięgnął po gorący kufel grzańca.
Ulrich skinął głową w podzięce za informacje i pogrążony w rozmyślaniach obserwował „nowego” przy jedzeniu. Jadł on wyjątkowo przyzwoicie. Zręcznie posługiwał się sztućcami, nie tak jak ci, którzy niezręcznie wymachiwali widelcem na wszystkie strony, kryjąc się z tym, że jedzą jednie nożem.
Hans rozglądał się zaciekawiony po pomieszczeniu. Podziwiał marmurowy kominek z trzaskającym wesoło drewnem, wysokie, rzeźbione, drewniane sklepienie, tynkowane na nieskazitelną biel ściany..
Nagle tknięty jakimś przeczuciem, spojrzał wprost w wpatrujące się w niego oczy von Jungingena. Ku wielkiemu zdziwieniu Ulricha, Vogell natychmiast zaczerwienił się i wbił wzrok w to, co właśnie miał na talerzu.
***
Po posiłku, gdy wszyscy wychodzili z jadalni, Ulrich zatrzymał się przy ogromnym gobelinie przedstawiającym pracujących wieśniaków na polu na tle wioski. Gdy minęli go ginący się w ukłonach rycerze, podszedł do wlokącego się na końcu Hansa. Ten, naśladując swoich nowych kolegów, schylił się jak tylko umiał najniżej.
-Wyprostuj się mój Przyjacielu. I tak będziemy kiedyś wszyscy równi sobie. Nie mamy się poco wywyższać- objaśnił Hansowi. Ten nieśmiało wyprostował się i bąknął coś pod nosem gapiąc się w swoje buty. Ulrich objął go przyjaźnie ramieniem.
-Oprowadzić Cię po zamku?- zapytał.
-T-tak..- wydukał Vogell. To był najdłuższy dzień w jego życiu...
KONIEC.
simile 27/11/2009 22:13:19 [
komentarzy 0]
Komentuj
Predator
Szczerze mówiąc myślałam, że trochę boję się ciemności. Po obejrzeniu przed chwilą "predatora kontra Obcy" wraz z niezafascynowaną w science fiction mamą, oraz Bondomaniakiem tatą, śiącą obok siostrą oraz obojętnym na wszystko, co nie jest jedzeniem psem na podłodze stwierdziłam, że ciemność, to mój wróg nr dwa. Steinie, zróbmy sekcję Słońcu. Sklonujemy i umieścimy równolegle do obecnego po drugiej stronie Ziemi. Tym uroczym sposobem pozbędziemy się ciemności. Tym samym można przecież pomniejszyć działanie prądu elektrycznego, a globalne ocieplenie? Hm, najwyżej trzeba będzie wybudować Atlantydę taką a la z Gwiezdnych Wrót. Trochę pracy przed nami. A zresztą.. idźmy na całość! Bo w sumie dlaczego by nie wybudować Ziemi bliźniaczki? Tylko taką z wewnętrznymi poziomami, co pomagałoby w umieszczeniu ludności i z napędem na.. brak światła, co pomagało by w zagrożeniach wpadnięcia od tak sobie na wieczne polatanie do czarnej dziury, do której wg jednego z wielu pism naukowych twierdzi, że się tam ze Słońcem powoli, acz skutecznie zbliżamy. Nie doczytałam do końca artykułu, bo się spieszyłam, ale ogół zachowany moi państwo. Wielka kosmiczna katastrofa się zbliża. Prowadzi do tego też czynnik szaleństwa. Urocze stworzenia. Apropos, wiecie, że ludzie szaleni są pewni swoich czynów i robią, to co myślą, że zrobią? Czy to nie cudowne? Czy tylko wielką, zaraźliwą falą wszechobecnego szaleństwa zdoła się (albo też i nie zdoła) zachować swój honor nie kłamiąc i zdradzając? Twórcze teorie wychodzą mi spod zchorowaciałej głowy. Ale nie zwalajmy na to pseudo winy.
Ostatnio odkryłam, że Sokrates był hm.. no, mądry i to nawet bardzo, bardzo, bardzo, bardzo mądry. I nawet bez większego wykształcenia, żadnych ksiąg (żadnych też nie napisał dochował pamięć o sobie do teraźniejszych czasów. Sokrates jak jakieś wielkie panisko przechadzał się po mieście, raz otoczony grupką żądną wiedzy, to sam i zadawał Pytania. Przykładowo, albo lepiej bez przykładów, bo nie wiadomo,co jeszcze o tej porze mogę stworzyć.. Pytał on o to, co jest naprawdę ważne. O to, czy wiemy o czym naprawdę mówimy, czy rozumiemy to, co mówimy. Wiedzieć to przecież nie tylko umieć podać przykład, lecz umieć podać poprawną definicję. Bo w jaki sposób ktoś, kto chce być mądry i nawet myśli, że jest mądry, będzie mądry, jeśli nie będzie rozumiał, co to jest mądrość?
simile 17/10/2009 14:24:49 [
komentarzy 0]
Komentuj
Grecja...
Witam. Obiecałam, że niebawem dodam tu kolejnego, bardziej wyczerpującego żurnala. A oto i on. Wpierw pozwolę sobie przedstawić mój lekko chory plan wyjazdu do Grecji ku Waszej przestrodze:
PROGRAM:
Dzień 1. Wyjazd według rozkładu. Przejazd przez Czechy i Austrię.
Dzień 2. Przyjazd do Włoch w godzinach rannych. Przejazd tramwajem wodnym do centrum Wenecji - zwiedzanie najciekawszych zabytków miasta. Wyjazd z Wenecji w godzinach popołudniowych do Rzymu. Zakwaterowanie w hotelu na obrzeżach Rzymu. Kolacja. Nocleg.
Dzień 3. Śniadanie. Zwiedzanie centrum Rzymu - m. in.: Koloseum, Kapitol, Piazza Venezja, Piazza Navona, Fontanna di Trevi, Plac Hiszpański. Zwiedzanie Watykanu: Bazyliki i Placu Św. Piotra oraz krypty, gdzie znajduje się grób Jana Pawła II (zwiedzanie odbywa się środkami komunikacji miejskiej). Powrót do hotelu. Kolacja. Nocleg.
Dzień 4. Śniadanie. Wykwaterowanie z hotelu. Przejazd do portu w Anconie. Zaokrętowanie na prom i wypłynięcie do Grecji do Patras (na promie siedzenia lotnicze). Wyżywienie na promie we własnym zakresie (posiłki w restauracji około 10 euro.)
Dzień 5. Przypłynięcie do Patras w Grecji w godzinach popołudniowych. Przejazd do Kalamos w godzinach wieczornych. Obiadokolacja. Zakwaterowanie.
Dzień 5 - 12. Wypoczynek w Kalamos z możliwością korzystania z wycieczek fakultatywnych.
AGIA THEODORIA - miejscowość wypoczynkowa położona nad Zatoką Sarońską morza Egejskiego, w pobliżu Przesmyku Korynckiego, oddalona o 65 km. od Aten. Jest to typowy Grecki kurort wypoczynkowy, a także dogodny punkt wypadowy, by zwiedzić najwspanialsze zabytki Aten, Peloponezu i centralnej Grecji.
WYCIECZKI FAKULTATYWNE:
Argolida: Mykeny (słynne mury cyklopie. Lwia Brama, twierdza Mykeńska, groby szybowe i kopułowe, Grób Agamemnona). Epidauros (najlepiej zachowany antyczny teatr grecki z niezwykła akustyką;) Napfilon - dawna stolica Grecji; zabytkowe centrum, twierdza Palamidi, po drodze krótki postój przy Kanale Korynckim (30 euro)
Wieczór grecki - 20 euro/os
Rejs statkiem - 10 euro
Dzień 12. Wczesne śniadanie. Wykwaterowanie z hotelu. Przejazd do Aten, zwiedzanie: Akropolu, Partenonu, odprawa warty pod Parlamentem, Stadion Olimpijski. Przejazd na nocleg do Kalambaki. Obiadokolacja. Nocleg.
Dzień 13. Śniadanie. Zwiedzanie wiszących klasztorów Meteora. Wyjazd z Grecji. Przejazd przez Macedonię oraz Serbię na Węgry.
Dzień 14. Śniadanie. W godzinach popołudniowych przejazd na Węgry do Budapesztu. Przerwa w podróży 9 godzin. Zwiedzanie miasta, dla chętnych kąpiel w kompleksie basenów termalnych na wyspie Św. Małgorzaty (bilety wstępu na kąpielisko termalne dodatkowo płatne około 2000 - 2500 forintów)
W godzinach wieczornych wyjazd do Budapesztu.
Dzień 15. Powrót do Polski w godzinach rannych.
I tym 'optymistycznym akcentem' ledwo co wróciłam ledwo żywa do siebie.
Wspomnę tu jeszcze słowo o naszym uroczym powrocie. Mianowicie, jakieś 50 km od Kalamos (tam gdzie mieszkaliśmy) na autostradzie z nie wiadomo jakich powodów zatrzymaliśmy się na malej 'wysepce' przy ogromnych, wypełnionych po brzegi wysypującymi się śmieciami kontenerach. Staliśmy bite cztery godziny, bez klimatyzacji w upał chyba plus 50 stopni Celsjusza, by dowiedzieć się poprzez plotki, że zepsuł nam się silnik. Siedzieliśmy, nudziliśmy się i próbowaliśmy się ochłodzić do czasu, gdy przyjechał grecki, zastępczy autokar z Aten. Morderczym wysiłkiem wtaszczyliśmy swoje bagaże (a było ich sporo- w końcu ponad 60 osób...) i pozajmowaliśmy miejsca, które były przeznaczone chyba dla liliputów; bez urazy ma się rozumieć. Kolana ledwo mi się mieściły. Więc jestem albo za wysoka, albo za gruba. Ale chyba raczej to drugie. Trzeba być naprawdę 'dużym', by nie móc się wygodnie usadzić w autokarze... ==' Po 6-ściu czy 7-miu godzinach jazdy dojechaliśmy do Kalambaki. Tam autokar nas brutalnie wyrzucił i wrócił sobie do Aten. Zakwaterowaliśmy się na nocleg tranzytowy i dostaliśmy czas wolny na zrobienie zakupów zaraz po tym, jak drałowaliśmy trzy kilometry z hotelu do restauracji na obiado-kolację. Następnego dnia dowiedzieliśmy się, że będziemy czekać na autokar z Warszawy do 15-stej godziny, co oznaczało, że z wycieczki autokarowej do wiszących klasztorów Meteora nici. Nasz pilot znalazł jednak sposób na ich zwiedzenie. Zamiast wycieczki autokarowej mieliśmy pieszą. Żar z nieba się lal, a my po stromym, zboczu, na malej, wykładanej śliskimi kamieniami ścieżce wiliśmy się jak charkoczący pociąg z wysiłku pod gorę z 6 km. Nastę;pnie jakiś jeden kilometr do klasztoru po gorącej autostradzie. Również pod górkę. 15 minut zwiedzania i droga powrotna tą samą trasą w dół. Kilka osób zaliczyło przysłowiową glebę, ale "kto by się nimi przejmowali". O 13 wróciliśmy do hotelu. Została nam udostępniona jedna łazienka z pokoju nr 3 na szybki prysznic. Potem nie dwie jak było przewidywane do piętnastej, ale trzy godziny do szesnastej szwędania się po okolicy. Wreszcie przyjechał polski autokar i byliśmy uratowani. Do powrotu zostały nam 'tylko' dwie doby w autokarze. W dużym skrócie tak przedstawiał się cały ten uroczy obóz. Przestrzegam: nigdy nie dajcie się namówić na dość tani obóz organizowany przez MSWiA.
I tyle ode mnie.
Ave Stein.
simile 17/09/2009 18:26:24 [
komentarzy 0]
Komentuj
Przerwa
Taa.. dość długo tu nie zaglądałam. Ale to się zmieni. A przynajmniej tak myślę. Oby tym razem nadzieja nie okazała się płonna.
Mama właśnie wyjadła mi całą czekoladę. Moja mrożoną, zimną czekoladę z lodówki. Z pięciu tabliczek kochanej mlecznej zrobiła się jedna, w trzech czwartych już pochłonięta... Pchi. Najgorszym chyba ironizującym aktem 'czoko-mamy' jest fakt, iż właśnie ta sama, przemiła osóbka kazała mi się odchudzać. Bardzo śmieszne. Bardzo. Ludzie potrafią naprawdę być załamujący. Aż ręce opadają. Ale cóż, bywa, a życia ciągną się dalej ogniwa.
Wyglądam właśnie sobie przez okno. I co widzę? Patrzę i podziwiam piękne, przelewające się studzienki, na rozbryzgujące wodę samochody i ludzi skaczących nad kałużami. Niebo czerni się nad moim domem, buczy, grzmi i pochyla się tak, że mam wrażenie, że zaraz spadnie mi na głowę topiąc w potoku goryczy. I to mają być słoneczne wakacje? Oby w Grecji było ładnie, bo będę musiała udać się na terapię. Ściągam deszcz powodzie i wszelkiego rodzaju inne kłopoty jak nikt inny. Byłam w Szklarskiej Porębie- pada, leje, deszcz się ze mnie śmieje. Odwiedziłam Wrocław. Tu, pierwszego dnia popaduje, lecz się lepiej czuję. Następnie miałam szczęście- nie padało do końca wyjazdu. Odwiedziłam kilka ciekawych miejsc, zoo, oraz fruwające fontanny. Było dobrze. Szkoda tylko, że w każdą noc lało jak z cebra. W dzień wyjazdu ogłoszono w tym zacnym mieście stan alarmowy. Powodziowy ma się rozumieć. Jadąc z gó przez Wrocław do domu ciągnęłam za sobą burzowe chmury. Już tak na poważnie, to drugi raz próbują się do mnie dobrać. Teraz na szczęście siedzę sobie bezpieczne w domu, ale poprzednio byłam w galerii. Na Wileńskiej chyba. Skończyło się tym, że musiałam samochodem szybko z parkingu o poziomie -1 uciekać, by mnie nie zalało. Przy odjeżdżaniu, po etapie brodzenia w wodzie po kostki zauważyłam wodę wypływającą z poziomu -2. Kurczę. CAŁY już był zalany. Jadąc do domu czułam się jak w amfibii. Jakiś samochód przede mną się popsuł i jechałam jeszcze dłużej, bo jakiś człowiek musiał go pchać. Najgorsze, że podczas tej jazdy chlupotało mi pod nogami. Przeciekał samochód od dołu. Całą drogę przebyłam w cztery razy dłuższym czasie niż powinnam. Chociażby z powodu, ze wylewające się studzienki zablokowały całe boczne pasy tak, że chyba tam miałabym wodę za kolana, co spowodowało skuteczne odstraszenie kierowców. Z dwupasmówki zrobiła się jednopasmówka. Prosta kalkulacja. Powodzie są be. Ulewy też.
simile 5/07/2009 16:02:55 [
komentarzy 2]
Komentuj
Artykuł
Ostatnio natrafiłam na nonsensopedii na dość 'interesujący' artykuł o chrześcijaństwie. Pozwolę sobie o przytoczyć, gdyż treść w niej zawarta wielce mnie rozbawiła. Pośmiejmy się razem:
" Początki
* Po pierwsze: musisz się urodzić w rodzinie co najmniej od sześciu pokoleń katolickiej, jeśli w linii prostej masz choć jednego heretyka – odpuść sobie – nie będziesz dobrym katolikiem.
* Po drugie musisz być ochrzczony jako nierozumne niemowlę, abyś był zindoktrynowany od urodzenia. To musi być decyzja odgórna – twoich rodziców. Jeżeli ochrzcisz się jako dorosły, będziesz anabaptystą!!!
* Chyba, że dasz księdzu w łapę, żeby na świadectwie chrztu wypisał starszą datę. Nie martw się, to nie zaszkodzi twojej katolickiej duszy, bo ksiądz to osoba święta, a za wspomaganie świętego idzie się do nieba!
* Jeśli twoje rodzeństwo to mniej niż dwadzieścioro czworo ludzi lub – nie daj Boże – jesteś jedynakiem, odpuść sobie. Twoi rodzice są heretykami i szarlatanami. Nie wiedzą, jak to się robi po Bożemu albo nie robią tego wcale (wariaci – przyp. redaktor). Jeżeli więc rodziciele udupili się na cacy, to trudno – nie będziesz dobrym katolikiem.
* Jeśli spełniasz powyższe warunki – przejdź do kolejnych punktów. Jeśli nie – odpuść sobie.
Ciąg dalszy
Pieniądze
* Pamiętaj, że chodzenie do kościoła w niedzielę nie wystarcza Bogu, phi... co tam Bogu... Nie wystarczy księdzu! Ksiądz chce, abyś w niedziele wrzucał na tacę, a w pozostałe dni do skarbony... Przecież, to ofiara dla Boga, będzie On Ci przez to błogosławił, także w pracy...
* Pamiętaj, że nie możesz się opędzić paroma groszami. Musisz wrzucać pieniążki papierowe, a dziesiątki wrzucać tylko z rzadka. Preferowane są dwusetki.
* Jeśli nie masz wystarczająco pieniędzy, to dlatego, że Bóg wiedział, że nie będziesz dawał dwusetek i odebrał sobie zawczasu.
* Gdy ksiądz chodzi po kolędzie, przygotuj co najmniej czterocyfrową kwotę, inaczej pochłonie cię piekielny ogień skąpstwa.
* Biskup nie wyżywi się sam. Raz w miesiącu powinieneś mu coś wysłać.
* Kardynał też nie żywi się energią słoneczną.
* Watykan też biednieje, a papież chciałby nowy diamentowy żyrandol zamiast starego szmaragdowego. Wyślij mu trochę pieniędzy, najlepiej pięciocyfrową sumę.
* Jeśli uważasz, że to nie fair i nie spełniasz powyższych warunków – odpuść sobie, nie jesteś i nie będziesz dobrym katolikiem.
Atencja wobec władz kościelnych
Tego masz słuchać
* Kochaj Boga swego bardziej niż Mahometa cudzego.
* Kochaj papieża swego bardziej niż Boga swego.
* Kochaj kardynała swego bardziej niż papieża swego.
* Kochaj biskupa swego bardziej niż kardynała swego.
* Kochaj biskupa swego bardziej niż cudzego.
* Kochaj księdza swego bardziej niż wyżej wymienionych razem wziętych.
* Ksiądz z lokalnej parafii jest twoim jedynym autorytetem w sprawach religii. On zawsze wie lepiej, co miała na myśli wyższa instancja. Słowo księdza – świętym słowem.
* Pamiętaj, że ksiądz jest kimś wyższym niż ktokolwiek inny na tej ziemi. W związku z tym księża nie załatwiają potrzeb fizjologicznych.
* Pamiętaj, aby twój ksiądz/biskup/kardynał/papież nie musieli klepać biedy. Jeśli nie wiesz o co chodzi, wróć do punktu związanego z pieniędzmi.
* Ksiądz ma zawsze rację. Ksiądz tak mówi!
* Księża nie molestują dzieci. Nie są homoseksualistami. Nie łamią celibatu. Nigdy!
* Księża to ludzie święci.
* Jeśli nie zgadzasz się z powyższymi warunkami – odpuść sobie. Katolik z ciebie jak z koziej dupy trąba.
Liturgia
* Msza nie może być wesoła, bo wtedy staniesz się baptystą, a baptyści to heretycy. Musisz być poważny i smutny.
* Podczas mszy najważniejsze są: ksiądz, krzyż, ołtarz i twój portfel, w tej kolejności. Tabernakulum? Chodzi o tacę? Jak nie to się zamknij, niewierny!
* Podczas mszy warto by leżeć krzyżem przed ołtarzem, nie warto korzystać z ławek, one nie są zbyt niewygodne.
* Nie wolno ci opuścić żadnej niedzielnej mszy! Nigdy, inaczej jesteś heretykiem! Że niby masz operację na otwartym sercu? A kogo to obchodzi! Ksiądz chce na tacę, więc marsz na klęczkach do kościoła!
* Naprawdę musisz lubić chodzić do kościoła.
* Ksiądz ma zawsze rację (wiemy, że to już było, ale musi ci się to utrwalić).
* Ma rację także wtedy, gdy jej nie ma.
* Jeśli jednak się myli, to i tak ma rację.
* Jeśli ksiądz nie ma racji, patrz od początku.
* Jeśli nie podoba ci się któryś z powyższych warunków – odpuść sobie.
Życie codzienne katolika
* Módl się tak często jak możesz, ale nie przeginaj, bo będziesz baptystą, a to niedobrze.
* W domu musisz mieć co najmniej 3 egzemplarze Biblii, w tym jedną wysadzaną złotem i diamentami. Ale nie możesz jej czytać, ani rozumieć (o zgrozo!), bo będziesz Świadkiem Jehowy!!!
* W piątki nie wolno ci jeść mięsa! Nawet, gdyby to była jedyna rzecz jaką masz do zjedzenia. Głoduj.
* Drogi krzyżowe, gorzkie żale etc. – opuścisz – idziesz do piekła. Koniec i kropka.
* Nikt ci nie wybaczy, bo nie wrzuciłeś wtedy stówy do skarbony! Jesteś heretykiem!
* Wszczep sobie różaniec w dłoń – nie zgubisz go, a będziesz ukazywał swoją wiarę pośród heretyków i bluźnierców!
* Każdy grzech zapisuj w specjalnie do tego przygotowanym notatniku (do nabycia w lepszych parafiach). Nie przegap żadnego grzechu.
* Spowiedź to podstawa, zawsze co najmniej raz w miesiącu musisz doń się wybrać, a gdy już będzie ci wybaczone, to przelicznik jest prosty. Każdą minutę spędzoną w konfesjonale pomnóż razy 4, dodaj do tego liczbę zdrowasiek i otrzymasz tacową.
Walka z herezją
* Walka z herezją jest podstawą życia katolika.
* Oglądaj tylko telewizje stricte katolickie, słuchaj stricte katolickiego radia i czytaj stricte katolickie gazety, które w przeciwieństwie do innych stacji nie szerzą herezji i bluźnierstw. Głosuj też tylko na stricte katolickie partie polityczne, które w przeciwieństwie do innych nie chcą propagować herezji!
* Myślisz, że wszystko co dobre to zasługa Boga, a wszystko co złe to zasługa Szatana? Tak mówią tylko heretyccy luteranie i koty! Wszystko co złe to wina Żydów, masonów, komunistów i ateistów, a Kościół jako jedyna, właściwa instytucja walczy z tymi !!!
* Pamiętaj, że każdy protestant, baptysta czy mormon to heretyk, a każdy prawosławny to schizmatyk! Nie myl pojęć! Heretyków się pali na stosie po torturach, a schizmatycy mają szansę na nawrócenie!
* Pamiętaj, że każdy ateista to bluźnierca i heretyk jednocześnie! Takich się pali od razu!
* Pamiętaj, że każdy deista to też bluźnierca i heretyk. Mniejszego stopnia, ale też się ich pali od razu.
* Pamiętaj, że każdy agnostyk to po prostu idiota. On nie wie, więc ciężko go winić... Tak czy inaczej święty ogień go oczyści, a Bóg rozpozna czy to swój, czy nie swój.
* Zabijaj każdego satanistę na swojej drodze – to nie będzie złamanie dekalogu, ale przybliżenie zbawienia!
* Wplataj słowa z Biblii we wszystko co mówisz. Albo nie, tak robią tylko protestanci...
* Kłóć się do końca o to, że Bóg istnieje i jest katolikiem!
* Kłótnię kończ świętym ogniem spalając twoich przeciwników, którzy są oczywiście heretykami.
* Nikt się nie spodziewa hiszpańskiej inkwizycji! Nie zasypiaj na mszy!
* Pamiętaj, że ateizm nie istnieje – to tylko herezja!
* Na dżihad odpowiadaj krucjatą!
* Na zamach bombowy odpowiadaj świętym ogniem (napalm może być)!!! "
simile 2/05/2009 16:26:51 [
komentarzy 0]
Komentuj
Wielkanoc
Hm, nie pisałam tu dawno, a tyle się działo. Po pożegnaniu się z kochanym Wilhelmem, jakieś trzy trzy tygodnie po tym smutnym wydarzeniu, tata przyniósł do domu pudełko. Pudełko ze sklepu zoologicznego. Jak można się było domyśleć siedział w nim kanarek. Odkładnie rzecz biorąc, to kanarzyca. Nazwałam ja Esmeraldą, choć częściej używam formy Esme. Powoli się oswaja i ogólnie jest radośnie =).
Wiosna przyszła sama nie wiem kiedy, ale fakt pozostaje faktem, że przyszła. O. A wraz z nią Wielkanoc. Właśnie z tej okazji chciałabym złożyć Wam wszystkim najserdeczniejsze życzenia. Zdrowia, szczęścia, pomyślności, spełnienia marzeń i ogółem wszystkiego, czego sobie tylko zapragniecie. xD
Notka skończona.
simile 10/04/2009 19:49:34 [
komentarzy 0]
Komentuj
Dead is coming... It's here now...
Nie będę się rozwodzić. Wczoraj wieczorem porzegnałam swojego kanarka Wilhelma na wieki... Niech spoczywa w pokoju...
Odgrodzona falą burych wspomnień
Od rzeczywistości wpadam w dół.
Smutek mnie rozpiera w oknie
Kiedy patrzę na życia sens.
Stare książki i papiery
Okurzone stoją gdzieś.
Śniegi białe jak te sery
Pokrywają szczyty gór.
Bryła marzeń tu zalego
Czy już osunąć się dziś ma?
A czas znowu nam ucieka
I już tutaj nie ma nas.
Kiedy patrzę na Twą śmierć
Życie nagle traci sens.
Żegnam więc do niego chęć
Patrzę w dół, na Ciebie - żegnaj więc...
simile 8/03/2009 16:47:58 [
komentarzy 2]
Komentuj
Deviantart
A dzisiaj się Wam pochwalę. O. Czemu? A bo tak. Taki kaprys. Często tak mam... znaczy nie z tym chwaleniem się... Chodzi o kaprysy. Jak dla mnie dzielą sie one na trzy poważne kategorie: kaprysy moje, kaprysy własne i kaprysy moich innych humorów, humorzaków i kaprysów. Na pierwszy rzut oka, wszystkie sa takie same, ale to BŁĄD. Poważny błąd wkradający się w ciemne zakamarki naszych umysłów, błąd, za ktory moze ktoś inny będzie cierpieć... błąd, przez który wyginie ludzkość...
No, przerywam już te rozwarzania i tym optymistycznym wstępem przejdę do MOJEGO kaprysu pochwalenia sie. Jak już pewnie zauważyliście za tytuł dzisiejszej notki obrałam sobie słowo, które napewno każdy z Was słyszał przynajmniej raz. DEVIANTART. Jest to taka miła angielskojęzyczna strona internetowa, gdzie znajdują się różne galerie, profile, prace i to, co tylko dusza zapragnie. Adres to : www.devantart. com . Nie jest zbytnio skomplikowany, łatwy i przyjemny do zapamiętania ;).
Jakieś cztery miesiące temu założyłam tam sobie konto. Takie małe, fajne i zmienne. Założyłam za namową moich "friendsów" ;). Jak by ktoś był ciekawy, to adres tam to: www.always-ending-story.deviantart.com . Długo nad nim nie myślałam... wyszedł jak wyszedł... Oto i mamy pierwszy, jedyny i zarazem ostatni punkt tej notatki za sobą. A zatem żegnam wszystkich. Pozdrawiam.
simile 28/02/2009 22:32:33 [
komentarzy 3]
Komentuj
=_=
Nudzę się. Nudzę się. Nudzę się. Nudzę się. Nudzę się. Nudzę się. Nudzę się. Nudzę się. Nudzę się. Nudzę się. Nudzę się. Nudzę się. Nudzę się. Nudzę się. Nudzę się. Nudzę się. Nudzę się. Nudzę się.
I co mam tu jeszcze napisać...? Taki jest fakt. Stan aktualny mojego umysłu. Tak... poprostu. Piątek, wieczór późny, bardzo późny... i co robić? Spać się nie chce...
simile 27/02/2009 22:53:07 [
komentarzy 0]
Komentuj
Walentynki
No i mamy 14-stego lutego. Dzień zakochanych. Na miescie wszedzie różowo i"Świtaśnie"...==
Cmok, cmok, tuli, tuli... uch...
Można dostać apopleksji.
Nie przeszkadza mi sam dzień dzisiejszy, tylko to przereklamowanie. Samo w sobie święto nie jest złe, ale cóż począć...
A pozatym SPADŁ ŚNIEG!!! ;)
Nie rozpisuję się dzisiaj...
simile 14/02/2009 11:36:05 [
komentarzy 1]
Komentuj
Szybko
No i ferie były, ale się skończyły. Nie mam dzisiaj zbytnio weny do pisania długich notek, wiec napiszę krótką..==
Zawsze coś, a zwłaszcza w tych okolicznościach.. Jakich? Otórz jak juz wcześniej wspomniałam dziś zaczęła sie szkoła a skończyly ferie. Smutne, ale prawdziwe :/...
Nic, tylko plakać i pisać treny. Bye!
simile 2/02/2009 20:32:46 [
komentarzy 0]
Komentuj
Canary
Tak się właśnie zastanawiam, czy kanarki mogą mieć wzdęcia czy też niestrawnosć po zjedzeniu przykładowo...ryby. Tak. Takiej ugotowanej, ciepłej z przyprawami. Myślę nad tym dziwnym zjawiskiem, gdyż właśnie stalam się dzisiaj wieczorem świadkiem takiej właśnie dziwacznej sytuacji. Otórz jadłam sobie wyżej wspomnianą i jako tako opisaną rybę. Klatka z moim ptaszynkiem była otwarta, by mógł on sobie polatać i spalić to, co ma do spalenia. Ostatnio często tak robię. Ale wcześniej nie było ryby.
Usłyszalam nagły furkot i szum nadlatującego Wilhelma. Bez problemu wylądował na moje biurko. Poskakał trochę, potuptał, popatrzył w stronę mojego tależa i...nagle zatrzymał się przy nim. Nie zastanawiajac sie długo dziobnął moją biedna rybę..== Posmakował popatrzył na mnie... Cóż mialam zrobić. Odcięłam mu ten napoczęty kawałek i położyłam nieopodal. Ten się w tym tak zasmakowal, ze zjadł połowę. Teraz mam nadzieję, czy nic mu sie nie stanie po tej "kolacji".
Narazie nic zlego, dziwnego czy innego nie zaobserwowałam, wiec powinno być dobrze ;).
simile 23/01/2009 23:11:55 [
komentarzy 1]
Komentuj
Radocha ==
Nudzę się, nudzę i jeszcze raz nudzę./ I to piekielnie. Poeysowałam sobie, poczytałam, pobuszowałam w internecie, do lekcji trochę sie tknęłam, ale i tak to nie to samo kiedy się do szkoly lazi. Chyba trochę nawet za mym zacnym gimnazjum zateskniłam.Czemu? A bo tak. Z nudów. Tę notkę też piszę z nudów, bo opowiadania na komputerze na mojego drugiego bloga ( www.ireth-tasaltir.blog.onet.pl ) też mi sie nie chce pisać.
Doszłam do wniosku, że internet nie oferuje jego użytkownikom większych satysfakcji. Tak się w nim siedzi, czasem bez celu... A ja ostatnio nawet na youtuba zawędrowałam, by pooglądać sobie kabarety i teledyski, co jest dla mnie szczytem szczytów, gdyż nacodzień jego nie uznaję, gdyż uważam, że jest to straszny czasozjadacz. Tak. Nie ma się co śmiać.
A ostatnio w telewizji na jakimś tam chanelu leciał taki program o tym, że niby przez (internet, a dokładnie to przez wikipedie) nam- ludziom- mózg skórczy sie do rozmiaru pudełka do zapalek i wtedy psy niby dostrzegą swoją szanse i zdominują całą Ziemię, zrobia nas swoimi podwładnymi i będą się rzadzić. Uroczo. A najśmieszniejsze było to, że ludzie, którzy to wszystko przedstawiali, chyba naprawdę myśleli, że ta sytuacja może powstać i era psów zostanie zapoczatkowana już nawet za kilkanaście lat ;). Tak, tak... Ratujcie mnie ludzie, bo oto niebo spadnie nam na głowy...- zupełnie tak jak to mówili zacni Galowie w wiosne Asterixa i Obelixa...
simile 13/01/2009 23:50:47 [
komentarzy 0]
Komentuj
Twilight
Wczoraj byłam na "Zmierzchu"! Genialny film, genialni aktorzy i... Edzio^^. Rosalie im troche nie wyszla, ale coż, trudno znaleźć wymyśloną przez panią Meyer książkowa piękność. Alice jest świetna. Te jej włosy... i sposób byćia jest radosny jak i cała ona. Jasper...hm.. wiecznie skrzywiony, "młody" wegetarianin. Esme- miła kobieta. Carlisle, hm.. co można o nim powiedzieć... o, jest stworzony do bycia Carlislem. Ale natomiast Emmet... ojoj, poprostu skejt xP. A! I byłabym zapomniała o Jackobie~; więc on na początku wydawał mi się conajmniej dziwny, ale teraz jest spoko.
Na twilightcie byłam z Szaszłykiem i z Ciopcio-Diavolątkiem ^^. Pozdrawiam szczególnie je, swoją biedną, obtartą glanem lewą nogę i wszystkich, co penetrują wzdłuż i wszerz serwis joe.pl. ^^
simile 11/01/2009 08:33:26 [
komentarzy 0]
Komentuj
Sylwester
I kolejny, pusty Sylwester za mną. Witam w roku 2009! Oby w nim było Wam lepiej niż w zeszłym. No patrzcie państwo, godzina po północy, dwie, trzy godziny temu był jeszcze stary rok. Minutę przed północą był akrualny rok. Punktualnie o pólnocy był... było pomieszanie roku zeszłago i przyszłego (aktualnie teraźniejszego), co dawało łącznie jedną drugą roku zeszłego i jedną drugą roku przyszłego. Inaczej można to ująć w sekundach. Jedne trzydzieści sekund i drugie trzydzieści sekund. A. Jednak nie. Nie sekund, tylko minisekund, mikrosekud. No, przynajmniej tak mniej wiecej.
A teraz takie pytanie czysto z mojej ciekawości: jak Wy spędziliście ten dzień? ( znaczy ten dzień, co był dniem od wieczora do północy wczoraj). Ja nie mam czym się zbytnio chwalić. Około dwudziestej pierwszej moja młodsza siostra zażyczyła sobie szampan dla dzieci o dźwięcznej nazwie nie wiem z kąd - Pikolo. (No właśnie... ciekawe skąd ta nazwa..?!) Calą rodzinką wypiliśmy wlwpiając oczy w akurat lecący film na kanale pierwszym "Mumia". Polecam ;). Potem przenieśliśmy się do Warszawy, potem do Wroclawia i z powrotem do Warszawy. I tak do północy. Z mojego podwórka strzelali jakieś petardy, fajerwerki, no.. ciekawie było :). Zrobiłam kilka zdjęć.
simile 1/01/2009 02:16:44 [
komentarzy 0]
Komentuj
Święta
Nareszcie są ferie świąteczne. Jutro wigilia. Gwiazdka, Mikołaj. Biedne karpie. Następnie Nowy Rok, dwa tygodnie szkoły, dwa tygodnie ferii zimowych i... wszystko jak w zeszłym roku.
Przedmikołajowa gorączka sięgnęła dziś do zenitu. Żeby kupić parę bułek, w kolejce trzeba było stać dziesięć długich minut. Tego właśnie nie lubię w świętach najbardziej...
Choinka przybrana w piekne ozdoby już stoi, igły powoli się sypią, bombki majtają się wesoło. Odwieczna wojna w domu. Mama słucha kolędy- ona głośniej, ja ciszej. Głośniej- ciszej- ciszej głośniej.. i tak w kółko. Całe szczęście, że mam swoje, malutkie, własne RADIO stojące sobie pobrzękując radośnie na moim biurku.
Pozostaje mi teraz tylko pożyczyć Wam wszystkim dużo zdrowia, ciepła, radości, prezentów, ogólnie wszystkiego co sobie tylko marzycie z okazji Świąt Bożego Narodzenia i nadchodzącego Nowego Roku. Niech w nim Wam wiedzie się jeszcze lepiej niż w tym roku! Radośnie- wesołego Sylwestra też miejcie, cały czas się śmiejcie!
simile 23/12/2008 22:14:36 [
komentarzy 3]
Komentuj
Sos
Ratunku, ratunku, ratunku! Święta niedługo, a ja mam jutro w szkole jeden test z chemii i kartkówkę z biologii. A uczyć mi sie nie chce. Leń chyba ze mnie. Patentowany. Zauważyłam, że robię teraz wszystko, by sie nie uczyć. To jest złe. ZUO się szerzy na wszystkie długości i szerokości geograficzne. No. Matma jeszcze do odrobienia... O świeta! Czekajcie na mnie! Nedejdźcie szybko i w miarę bezboleśnie. Chętnie bym się teraz gdzieś położyła i raz a dobrze wyspała, ale nie. Nie mogę. Guzik! Oo... Co do świąt, to w poniedzialek dekorowaliśmy naszą klasę o twórczym numerze 159. Sala jak to sala, taka, aby na styk siedziało trzydzieści parę osób... Toteż można sobie wyobrazić co się działo, gdy właśnie tyle barwnych osobowości plus wychowawca ganiali jak szaleni ubrani cudacznie w bombki i łańcuchy choinkowe. Tylko nieliczni (w tym moja skromna osoba) starało sie zachować jako taki porządek w tym wszystkim. Ok. To już za mną. Wczoraj w tejże samej klasie była wigilia klasowa. Oczywiście byli goście. Chciani i niechciani. Według mnie niechcianym gościem był tata pewnego kolegi, który przytachał aparat fotograficzny i kamerę. I na co to mu było?! Miałam ochotę rozerwać go na strzępy, byle by tylko nie musieć zostać obfotgrafowana i sfilmowanę... grr.. ale naszczęście to też juz za mną...a prawdziwe świeta przede mną.
simile 17/12/2008 17:06:27 [
komentarzy 2]
Komentuj
Nie lubię śród!
Tak. Nie lubię śród. Oczywiście moj plan lekcji nie przewiduje wyłączenia korków w moim mózgu. O malo co doszło do zwarcia. Coś sie przy tym chyba wykasowało, ale mam nadzieję, że nie umknęło mi nic ważnego... Rozmyślałam nad tym, czy fajnie było by mieć Valkirię w mózgu i rdzeniu kręgowym i chyba doszłam to takowego wniosku, że jest to pozytywna część mocy. Korzyści nie będę wymieniać, bo są ogólnie rzecz biorąc oczywiste. I tyle. Dzisiaj na chemii zrozumiałam tyle, że smog to coś pośredniego między mgłą a dwutlenkiem węgla. Spierała bym się, ale co tam. Z nauczycielem, który mówi do magnezu per "kochanie", to nie wygrasz... Wczoraj mama sprawdzająca mi chemię, chemię i tylko chemię, no, tak z nudów, stwierdziła, że jestem imbecylątkiem. Takim małym czymś. Hm... Um.. A ja zwaliłam ją z nóg mówiąc: " Mamo, wyobraź ty sobie, że w mojej klasie jest takich trzydzieści czworo imbecylątek... " po chwili: "No, z wychowawcynią to trzydzieści pięć...". No, tego pozwolę sobie nie skomentować...^^
W czasie powracania do domu zdążyłam zagrozić Shade, że zszyję jej zęby.. no, trochę się przestraszyła, trzeba przyznać... Zaraz, zaraz! I słusznie! Chociaż...: Strach sie bać(!), je, je!...
simile 10/12/2008 15:26:59 [
komentarzy 0]
Komentuj
I znowu...
Tygodnie mijają mi coraz szybciej. Czekam od poniedziałku na weekend, który dla mnie nie nadchodzi. Czas leci za szybko. Stanowczo za szybko. Dzisiaj w szkole miałam test z geografii. Mam nadzieję, że dobrze mi poszedł, ale piątki napewno nie będzie. Raczej. Właśnie sie oderwałam od porzyczonej od Siostry Yaelm ksiażki pod dźwięczna nazwą "Kuzynki". Autorem jest pan Andrzej Pilipiuk. Książka jest wręcz świetna. Polecam Wam wszystkim serdecznie i z pełną odpowiedzialnością za Wasze deprawowanie ;). Jutro mam całodzienną wycieczkę autokarową "śladmi powstania listopadowego". Dokładnie, to ja nie wiem gdzie my właściwie jedziemy... chyba mamy dojechać do olszynki grochowskiej, a potem gdzieś dalej... no, nie wiem. Ważne, że nie będzie lekcji. ;) Przepada mi muzyka, matematyka, historia, biologia, chemia, religia i fakultety. Najbardziej żal mi biologii, ale skoro pani od tego przedmiotu ma nie być w szkole.. to z czystym sumieniem będę sie cieszyć ;).
simile 3/12/2008 16:35:40 [
komentarzy 2]
Komentuj
Uff..(!)
Uff.. Wreszcie w domu. Od czasu jak rano o dziewiątej poczłapałam do dentystki, do zakończenia urodzin Ciopci nie byłam jeszcze u siebie. No, teraz już jestem. Chyba widać... Chyba, że coś sprawia, że tego nie widać, ale... to nie jest już kwestia godna głębszego rozważania. U Ciopecia było świetnie. Była ona. Była Nuka- jej suczka pięcio- miesięczna i jedno- tygodniowa. Inaczej ujmując ma pięć miesięcy i jeden tydzień. No, tak chyba łatwiej zrozumieć. Co do obecności innych osób u jej domu, to jej rodzice, babcia i.. oczywiście goście, czyli ja, Karolcia (Yaelm) i Ewa. Tak sobie teraz spojrzałam i doszłam do wniosku, że pani Ewosława nie ma żadnego przydomka... hmm.. wiem (!). Będzie "Ewa, ta od Bartka" ;). To powinno chyba wszystkich zadowolić. Chociaż nie wiem, czy sama zainteresowana będzie tym zachwycona, ale...^^ Dziś wyjadłam się chyba za wszystkie czasy. Moi drodzy, o nie jest prawda, że wapmiry nie jadają, oj nie. Wpierw siedziałyśmy. Siedząc czekałyśmy na Ewę. Siedzac z Ewą przy stole jadłyśmy to, co Ciopcia w nas wpychała. To, co Ciopcia w nas wpychała próbowala nam siłą zabrać Nuka. To, co siłą próbowała nam zabrać Nuka znajdywało się dziwnym trafem przeważnie na dywanie. To, co znajdywało sie na dywanie, to było rozdeptywane... x). No, jakoś tak to szło. Po jakimś czasie poszłyśmy na pizzę do "Pizzerii na winklu". Twórcza nazwa... Po zamówieniu pizz udałyśmy sie w oczekiwaniu na nie na krótką przechadzke. Z powody, że zaczęlo padać wrócilysmy i ziębiłyśmy się (w dwóch czwartych ;)) na dworze z tego powodu, że do środka nie wolno było wprowadzać psów... Wróciłyśmy do Ciopeciopolu i po skonsumowaniu pokarmu i jego strawieniu poszłyśmy na górę do pokoju jubilatki. Czas pewien nieokreślony przeznaczyłyśmy na leniwą pogawędkę i czytanie gazet...^^ Nie powiem jakich. Wystarczy, że same zainteresowane są juz zdeprawowane ;). I znowu: po jakimś czasie wyszłyśmy. Genialnie... pff.. uginające sie od ciężaru słodyczy wracałyśmy do domów. Ewę odwiózł jej tata, a ja odprowadzilam odprowadzajacą mnie Yaelm aż do przystanku prawie przy jej bloku. Niemal od razu wskoczyłam w 111 i cała zziębnięta, ale zadowolona dojechałam nucąc sobie coś pod nosem do mojego ciepłego jak Jacob domu... No... i jestem(!) ^^
simile 29/11/2008 18:11:44 [
komentarzy 1]
Komentuj
Lay by Ryoko || Picture from
DeviantArt